Jak powinni zareagować?

 

                            Jak powinni zareagować?

Nie raz staje mi przed oczami scena z opowiadania pewnych ludzi. Było to ładnych kilka lat wstecz, kiedy Polska jeszcze długo nie była w Unii Europejskiej i prace Polaków za granicą były nielegalne. Młoda dziewczyna najpierw tutaj zajęcia nie mogła znaleźć, a jak już znalazła, to wyzysk przez pracodawcę dawał jej się we znaki. Nie dość, że na czarno tylko się godził, to za psie pieniądze harówka.

Pewnego dnia  wraz ze swoim chłopakiem podjęła decyzję. Nie ma innej  rady, wyjeżdżamy za granicę. Znajomi troszkę pomogli, doradzili ( szczegółów nie znam). Wiem jedynie, że udało się coś na czarno chwycić i gdzieś w jakimś domu zamieszkać, gdzie było kilka pokoi i tacy przybysze z różnych stron świata kąt za odpowiednią opłatą dostawali. Właściciele w tym domu nie mieszkali, tylko wynajmowali pokoje dla przyjeżdżających ze wschodu.

Praca nie była lekka, ale za to wynagrodzenie nieporównywalne do tego we własnym kraju. Jedynie mieszkanie było nędzne, toteż lokatorzy zmieniali się na okrągło i  ci ludzie momentami tylko sami w domu mieszkali.

Pewnego razu do pokoju oddzielonego bardzo cieniutką ścianką weszła grupa awanturujących się  mężczyzn. Najwyraźniej darli się na jednego z nich w języku rosyjskim. Dało się słyszeć uderzenia i po jakimś czasie  przykuli go do kaloryfera , a następnie tak długo tłukli, aż chyba go  zabili. Bity najpierw jęczał, a później zamilkł, a bandziory jeszcze znęcali się nad nim. Znajomi, o których opowiadam, siedzieli jak mysz pod miotłą w obawie, że oprawcy jak tylko się dowiedzą czego byli świadkami , nie zawahają się , by i  z nimi się rozprawić. W olbrzymim lęku, z biciem serca dotrwali do rana i skoro świt cichaczem uciekli nie wracając tam już nigdy, szczęśliwi, że uszli z życiem. Długo nie mogli dojść do siebie i po kilku miesiącach jak relacjonowali to zdarzenie , lęk mieli w oczach.

Mnie do dzisiaj staje przed oczami tragedia, której byli świadkami. Często zadaje sobie pytanie co powinni zrobić, co ja bym zrobiła? Telefonów komórkowych jeszcze nie było, a jeżeli takowe by posiadali to jaki użytek z nich zrobić? Zadzwonić na policję? Przecież byli tam nielegalnie. Skutkiem byłoby wydalenie ich na zawsze z kraju gdzie znaleźli pracę i nadzieję na lepsze życie.

Tylko jak tu dalej żyć  w świadomości, że można było komuś uratować życie, niestety druzgocąc swoje.

Dzisiaj, kiedy jesteśmy w UE młodzi pracują już legalnie, mieszkają w bardzo dobrych warunkach, mają potrącane na emeryturę. Chcieliby powrócić do Polski, ale jaka tu perspektywa egzystencji?