To już tyle lat

 

                                  To już tyle lat

14 stycznia 2007 roku umieściłam pierwszy wpis na moim nowo założonym blogu:dawnodawnotemu.bloog.pl

Teraz mija kolejna rocznica tego wydarzenia.

Przeniosłam się pod inny adres i uczyniłam to nie z własnej winy. Najpierw trudno mi było wpisy blogowiczów komentować, a później coś pozmieniano i ja osobiście nie umiałam nic  pod tym adresem napisać. Kto czytał moje wypociny, ten wie, że umieszczałam tam różne zdarzenia z mojego życiorysu, które  utkwiły mi w pamięci. Każdego roku w styczniu czyniłam podsumowanie poprzedniego roku. Wypadałoby to zrobić również teraz, ale nie wiem o czym  pisać. Każdy rok przynosi jakieś zmiany, a w  przypadku gdy jest się coraz starszym, to te zmiany nie są zbyt ciekawe. Nie ma już szczytnych celów do których się dąży. Można się cieszyć ze szczęśliwie przeżytego dnia, a to nie wszystkim się udaje. Odchodzą na zawsze nasi znajomi, bliscy i niestety trudno się z tym pogodzić.

Wiem ,że wpis nie zawiera entuzjazmu, ale jestem pod wrażeniem odwiedzin znajomej w szpitalu.

Przyjaźnimy się od wielu lat. Z częstotliwością dwa razy w tygodniu ze słuchawką w ręku spędzałyśmy długie chwile. To wspaniała rzecz, że można obecnie w ten sposób towarzysko czas wypełnić. Dzieci,  zakupy, gotowanie,  ciuchy i masa innych  ciekawostek na bieżąco była omawiana.

Jednego dnia wieczorem telefon od córki znajomej.

-Mama z tętniakiem i wylewem została przewieziona  ekspresowo do Poznania -przerażona poinformowała.

Na szczęście reakcja była  błyskawiczna i pacjentka po zabiegu i rehabilitacji znalazła się na koniec w naszym szpitalu, bo jakaś infekcja się przytrafiła.

Nareszcie mogłam chorą odwiedzić i o mało sama się nie rozchorowałam. Moja psychika nie pozwala pokonywać takich trudności, a jak to ma zrobić człowiek chory?

Na jednym łóżku chora, nieprzytomna, podłączona do różnych rurek wyglądała jak trup. Na drugim  nie lepiej wyglądająca wrzeszczała bez przerwy coś do ściany, że jej ukradli bieliznę i pampersy i jeszcze coś nadawała, czego nijak nie umiałam zrozumieć i słuchać nie chciałam. Wyszłyśmy czym prędzej na korytarz. Jakieś dwie kolejne zostały pozbawione kapci, żeby nie latały po szpitalu więc polowały na obuwie mojej znajomej. Jak tylko kładła się do łóżka, to ich wzrok był na kapciach. Następna pacjentka to bardzo młoda dziewczyna, która znalazła się tutaj przez atak kamieni na woreczku żółciowym.

-Jak wy tu możecie wytrzymać ?-zapytałam.

-Ula, to jeszcze nic- usłyszałam odpowiedź.

Przed chwilą wywieźli stąd dziewięćdziesięcioletnią kobietę, która przy nas zmarła. Najpierw rwała z siebie wszelkie rurki krwawiąc ręce i wszystko wokół. Później odeszła z tego świata i  ponoć zgodnie z prawem, nie wolno jej było przez cztery godziny z łóżka ruszać. Tym sposobem przebywałyśmy wszystkie w takim towarzystwie nieboszczyka.

Oczy mojej znajomej były najwyraźniej przestraszone. Nie każdy potrafi zaakceptować taką kolej rzeczy. Ja na pewno nie. Po wyjściu ze szpitala nie wiedziałam gdzie uciekać. Najbliższy duży sklep, w którym  nie widziałam towaru, tylko przygnębiającą atmosferę  sali szpitalnej.