Dzień Babci i Dziadka

 

           Dzień Babci i Dziadka

Byliśmy na przedstawieniu „Brzydkie Kaczątko” wystawianym przez przedszkolaków  .  Dzieciaczki pięknie to zagrały, a sama główna rola przypadła mojej wnusi.  Aby obejrzeć spektakl , pokonaliśmy 150km, ale warto było. Te serdeczne uściski i laurki na koniec , które przechowuję na wieczną pamiątkę, dają dużo wzruszeń. A, że ja mam więcej wnuków ,zatem na jeszcze jedno przedstawienie zostaliśmy zaproszeni. Atmosfera wspaniała, życzeń całe stado, piosenki i wierszyki, a na zakończenie karteczki z rysunkami, a do nich dołączone po dwadzieścia euro. Oczywiście były to tylko wydruki jednostronne, ale pani dyrektor podkreśliła, że jest to zapowiedź spełnienia marzeń o grubszym portfelu emerytów. Radości dziadkowie mieli co nie miara wierząc, że te życzenia powinny się spełnić jak najszybciej. Właśnie to ksero banknotu przypomniało mi pewne zdarzenie sprzed wielu lat.

Bardzo dawno temu mój Ślubny wrócił z pracy i wręczył mi banknot dwudziestozłotowy, twierdząc, że dostał go za jakąś pracę. Ja pieniądz wzięłam, wsadziłam go do portmonetki(kasę zawsze mieliśmy wspólną), tylko, że małżonek jakoś dziwnie na mnie patrzył.

- O co chodzi? –zapytałam

-Zobacz na ten pieniądz, który dostałaś-powiedział

Kiedy wzięłam toto do ręki, to okazało się, że jest to najgorszy gatunek  papieru, jednostronnie wydrukowany, a druga strona zupełnie pusta.

Cieszył się mój Ślubny  jak dziecko, że udało mu się mnie nabrać , ale na tym oszustwie nie poprzestał.

Zbiegł  zaraz po schodach na dół do swojej mamy i tam natychmiast postanowił tymi pieniędzmi uregulować jakiś rachunek. Znów udało mu się w stu procentach. Mama pieniądze przyjęła i jeszcze resztę wydała. Kiedy na koniec wyjawił całą tajemnicę, zrozumiał, że to nie musi być koniec jego zabawy. Kolejnego dnia tym papierkiem z notesu(bo właśnie takie notesy pojawiły się w sklepie)bez problemu nabrał kolegę i  znów uciecha u młodych ludzi była olbrzymia, ale tym razem, to ja już zareagowałam.

-Gdyby ktoś obcy od razu zauważył, że pieniądz jest podrobiony, to mógłby pomyśleć, że rzeczywiście chciałeś go nabrać, tylko tobie się nie udało. Należy zaprzestać takich zabaw -stwierdziłam.

Minęły może dwa tygodnie. Była to jesień i w lasach pojawiły się olbrzymie ilości grzybów.

Jak ja i Ślubny kochamy zbierać grzyby. Zatem, kiedy po pracy małżonek przyszedł do domu, to na hasło  jedziemy do lasu, w ekspresowym tempie byliśmy odpowiednio ubrani , koszyki i noże w ręku i już w samochodzie siedzimy. Znaliśmy dokładnie miejsce, które nigdy nas nie zawiodło, tylko było ono czterdzieści kilometrów od domu. Wiem, że bliżej też można było wiadra wypełniać podgrzybkami, ale my głównie tam, bo czasu na szukanie nie było. Ciąć i do koszyków wrzucać.

Ledwo ujechaliśmy kilka kilometrów zachciało mi się pić.

- Tyle, to wytrzymam-pomyślałam.

W lesie pragnienie coraz bardziej męczyło, do tego stopnia, że chciałam wracać wcześniej, ale małżonek ciągle odwlekał powrót. Kiedy jechaliśmy do domu, marudziłam już przez całą drogę, że dłużej nie wytrzymam.

- No to wejdź do sklepu i kup sobie coś do picia-stwierdził

Fakt, przejeżdżaliśmy przez dwie wioski, tylko ja ze sobą portmonetki nie wzięłam.Za co kupię?

- Ja wziąłem pieniądze- stwierdził małżonek i zatrzymał się pod sklepem odległym chyba tylko trzy kilometry od naszego miasta.

Złapałam portmonetkę, wbiegłam do sklepu tak szybko jak potrafiłam, chwyciłam butelkę z piciem, zapłaciłam i zanim ekspedientka wydała mi resztę, kończyłam  całą zawartość .

Nagle słyszę jak pani za ladą strasznie na kogoś krzyczy, a właściwie się drze. Natychmiast odwróciłam się do tyłu z przekonaniem, że jakiś złodziej  ściąga coś z półki. Tymczasem w sklepie nikogo nie było, a mój małżonek dopiero po schodkach wchodził,  w czasie gdy ja już pragnienie zdążyłam zaspokoić. Spojrzałam teraz na ekspedientkę i widzę, że ta wyżywa się nade mną.  Oczy otwarłam szerzej niż mogłam i słucham o co jej chodzi.

-Co mi pani tu dała?- słyszę i widzę jak kobieta rzuca na ladzie znanym mi papierkiem.

Zdrętwiałam i zrozumiałam, że zapłaciłam  gazetowym banknotem. Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Jak jej mam wytłumaczyć, że nie miałam zamiaru jej oszukać?

W tym czasie do lady podszedł małżonek. Jedyne co przyszło mi na myśl, to zrobić mu awanturę za trzymanie w portmonetce tego falsyfikatu.  Zaczęłam wyjaśniać Ślubnemu co z tego powodu się zdarzyło , ale ten zupełnie spokojnie stwierdził, że on w portfelu może trzymać to co mu się podoba.

Kobieta patrzyła na nas jak na wariatów. Przeprosiłam, ale przekonywanie o swojej niewinności, według mnie, nie za bardzo miało sens. Przecież każdy oszust ma przygotowaną jakąś wersję na obronę i taka też mogła być w pogotowiu. Wychodząc ze sklepu czułam się jak oszustka. Pocieszał mnie fakt, że nie działo się to w naszej miejscowości i nie będę chyba narażona na spotkania twarzą w twarz z tą kobietą. Pozostałe kilometry w samochodzie były więcej niż głośne, a fałszywy pieniądz na zawsze zginął z mojego pola widzenia.