I już po urlopie

I już po urlopie

Pogodę mieliśmy na zamówienie. Córki z rodzinami pojechały jej szukać do Chorwacji i po przyjeździe miałam telefon z rozczarowaniem. Leje i ma lać do końca naszego pobytu – usłyszałam.

Nad jeziorem upał. W górach bardzo gorąco, ale tam są metody na schronienie się przed słonecznymi promieniami. Ponieważ jeździmy na „swoje”, to pracy nie brakuje. Koszenie trawy, przycinanie drzewek, plewienie wokół wszelakich kwiatów. Nad jeziorem wyhodowałam olbrzymie i dużo krzewów jagód amerykańskich. Torf i wilgotne podłoże bardzo im służą. Niestety, kiedy czernieć się zaczęły, musieliśmy wracać. Ptaki i sąsiedzi na pewno bardzo się cieszyli. W górach drzewka owocowe wydają już owoce, ale w tym  roku czereśnie, orzechy jabłonie przemarzły.Za to maliny tak obrodziły, że czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Trzy rzędy po dziesięć metrów każdy,  były nie do przejedzenia i do tego zrobiłam 11 litrów pysznego soku malinowego.

Oczywiście, nie tylko pracą żyliśmy i zgodnie z tradycją odwiedzaliśmy i nas odwiedzano. Jedno z tradycyjnych spotkań to Ewa z małżonkiem. Barbara  nie mogła przybyć, bo opieka nad sędziwą mamą i odległość nie pozwoliły na to. Barbara, Ewa i ja byłyśmy kiedyś mieszkankami jednego pokoju w akademiku we Wrocławiu. Teraz z przyjemnością wspominamy te czasy, uzupełniamy o teraźniejszość. Barbary ciałem nie było, ale telefon nastawiony na funkcję głośnomówiącą pozwolił nam na godzinne wspólne pogaduszki.

Dwa lata pod rząd zapraszaliśmy Ewę z małżonkiem do nas.

- Na przyszły rok zapraszamy do nas – zaproponował Wojtek.

Zaklepałam w mózgownicy, że jedziemy do nich ( niedaleko)

Tymczasem mój małżonek po przyjeździe w góry zadzwonił do Ewy, ponownie zapraszając do nas, o czym ja nie wiedziałam.

W rezultacie ja wiem, że gościmy u Ewy, a Ewa jest przekonana, że spotykamy się u nas. Przy tej wiedzy, dzień przed spotkaniem, rozmawiamy przez telefon:

- No to spotkamy się jutro po obiedzie – mówi Ewa.

-Żadnych obiadów – stanowczo odpowiadam, przekonana, że mamy u nich się zjawić.(wyobraźcie sobie jak odebrała to Ewa)

- Oczywiście bez obiadu  – kontynuuje Ewa ( jak ja to słyszę)

- Spotkajmy się o piętnastej – proponuje Ewa.

- O piętnastej to może za wcześnie, szesnasta wystarczy -  wyznaczam godzinę spotkania.( nie chcę być uciążliwa, tylko co w tym czasie myśli o mojej wypowiedzi Ewa)

-No to przyjedziemy o szesnastej- słyszę.

- To wy do nas przyjeżdżacie, a nie my do was?- prosto z mostu zdziwiona zapytałam, nie próbując oględnie wyjaśnić co się dzieje.

Wspólny śmiech w telefonie i tłumaczę się z niefortunnej rozmowy.

- Znam cię tyle lat i nie wierzyłam w nietakt z twojej strony- usłyszałam.

Spotkanie odbyło się u nas o godzinie szesnastej. Było udane jak zawsze. Na przyszły rok  zaplanowane spotkanie u Ewy.

kolejny urlop przed nami

Czas wyjechać na odpoczynek.U nas działa to według tego samego schematu.Góry i jezioro.Nie mniej jednak wrażenia z wyjazdów bywają różne.Co będzie, opiszę po przyjeździe.Na razie kilka zdań posumowania minionego okresu.Ponieważ mój świat kręci się głównie wokół moich wnucząt, nic więc dziwnego , że o nich najczęściej piszę.

Pod koniec ubiegłego roku podbijaliśmy stawkę, co dostanie Bartek za zajęcie godnego miejsca w zawodach matematycznych i jaka nagroda czeka za świadectwo z paskiem. Zawody zakończyły się zajęciem drugiego miejsca w mieście. Obiecaną  kasę wypłacaliśmy.Świadectwo z paskiem według nas nie wchodziło w grę, bo dobry z muzyki i dobry z wf ( nie umie się pokazać, nieśmiały, najchętniej stałby na boku), a przecież od pierwszej klasy szkoły podstawowej jeździ na nartach, rodzice przez dwa lata prowadzali na tekłondo  (jak to zapisać?) i jeszcze gdzieś na piłkę nożną.Niestety w szkole nie był dostrzegalny.

W takiej sytuacji mama i tata za czerwień na świadectwie proponowali x-boksa. Nie wiem jak to się pisze.Wiem ile kosztuje.Z grami 1400zł. Bartek czerwony pasek dostał.Były też szóstki, a najważniejsza z matematyki.Pierwsza reakcja rodziców, to dochodzenie, kto wyskoczył z tak drogą nagrodą.Nie było wyjścia.Obiecali, kupowali.My( dziadkowie) też obiecaną dole wypłaciliśmy.

W tym roku Bartek wytypowany ze szkoły na zawody matematyczne.Nikt nic się nie odzywał, niczego nie obiecał.Dyplom wicemistrza przytargał do domu.O nagrodę się upomniał.Dostaniesz jak będzie świadectwo z czerwonym paskiem – skomentowałam.Nie było wyjścia.Obiecałam, wypłaciłam. Wf już jest bardzo dobry, a i muzyka też wyżej oceniona.Nareszcie pokonał słabości i na lekcji grę na gitarze zaprezentował.Przez rok uczęszcza na lekcje i nawet to lubi i łapie. Ale  kasę  umie robić.

Do miłego spotkania po urlopie