Madry Polak przed szkodą

Wszystko trzeba przewidzieć

Zbliżała się ostatnia sobota i niedziela października. Meteorolodzy przewidywali piękną, słoneczną pogodę, zatem wyjazd w góry zatwierdzony został jednogłośnie. Sobota rano wyjeżdżamy. Będziemy tam do poniedziałku, a później to już jesień i zima , wspomnienia i oczekiwanie wiosny.

Lubimy jeździć samochodem, a w pogodne dni jest to szczególnie przyjemne.

Do celu dzieliło nas już tylko 30 km. Przed nami pusta droga, po drugiej stronie na jezdni zaparkowany samochód i z oddali zbliża się kolejny. Właśnie ten nadjeżdżający wtrynia się na trzeciego, nie mieści się  i uderza w lusterko naszego samochodu. Trzask tak głośny, że byłam przekonana o tym, że i samochód został uszkodzony. Małżonek natychmiast decyduje się na pogoń. Niestety nie jest to łatwe, bo musimy ustąpić pierwszeństwa dwóm pojazdom jadącym za nim i trzeciemu, który właśnie stał na poboczu i zdecydował się ruszyć. Winowajca, tymczasem, dodaje gazu  i zwiększa dystans. Małżonek jest dobrym kierowcą i z zachowaniem wszelkiej ostrożności dogania czerwony samochód , na koniec zajeżdża mu drogę.Za kierownicą siedzi kobieta w naszym wieku. Po zatrzymaniu pierwsza nas atakuje, że to my byliśmy sprawcami.

-Dlaczego pani nie zatrzymała się? -zdenerwowana pytam.

-Bo widziałam, że uciekaliście mi, a za wami dwa samochody, zatem nie miałam szans was dogonić – usłyszałam.

Czy za nami coś jechało, to nie pamiętam, ale o ucieczce nie było mowy, skoro zaraz zakręciliśmy i dogonili winowajczynię.

- To wy spowodowaliście stłuczkę i ja jestem pokrzywdzona- kontynuuje oskarżenie krzycząc na nas.

Gdyby ktoś z zewnątrz był świadkiem ostrej wymiany zdań, najprawdopodobniej stanąłby po stronie biednej kobiety. Uświadomiłam sobie, że w takim przypadku policja nie przyznałaby nam racji i jak tu domagać się zadośćuczynienia? Jednak tym razem Polak był przed szkodą mądry.

- To może my pani pokażemy jak to wyglądało, kto wcisnął się na trzeciego i kto uciekał z miejsca wypadku- chóralnie oznajmiliśmy.

Małżonek wymontował kamerkę, która skrupulatnie rejestrowała całą naszą trasę i zaczął poszukiwać odpowiedniego momentu nagrania. Ręce mu się trzęsły z nerwów, bo nie dość, że kobieta przewiniła, uciekła, to na koniec bezczelnie nam winę przypisała. Sceny uderzenia nie chciała oglądać, a my nie musieliśmy jej o niczym przekonywać. Wracaliśmy się teraz do najbliższego miasteczka gdzie owa pani najprawdopodobniej zamieszkiwała, odwiedzaliśmy kilka miejsc w celu wstawienia stłuczonego lusterka. Na koniec zastępcze nie zbyt wymiarowe tymczasowo zostało docięte. Kolejna czynność to  ustalenie ceny oryginału (sam wkład). Telefony po różnych miejscowościach i na koniec pani słyszy ile to kosztuje. Samo lusterko, które wciska się w plastikową ramkę 130zł.My dodatkowo mamy przerysowaną obudowę lusterka i lekkie ślady na bocznej szybie. O to już się nie upominamy. W międzyczasie owa pani nadaje bez składu o problemach finansowych, chorobach w rodzinie i innych kłopotach. Natomiast w chwili, gdy małżonek wspomniał coś o spotkaniu za tydzień, wykluczyła taką możliwość, bo za tydzień leci do Ameryki. Nie omieszkał Ślubny zwrócić uwagę, że to półgodzinne biadolenie nijak ma się do takiego luksusowego wylotu.

Po trzygodzinnej przerwie w podróży, zdenerwowani, że nasz krótki wypad jeszcze bardziej się skrócił, zrezygnowaliśmy z pozostałych roszczeń i udaliśmy się w dalszą podróż. Małżonek jeszcze usłyszał, że  owa pani życzy mu wszystkiego najgorszego na pozostałą część dnia, ja dodałam, że dla odmiany życzę jej spokojnego spędzania czasu i każdy pojechał w swoją stronę.

Kiedy ruszyliśmy w dalszą drogę małżonek oznajmił mi, że całe szczęście, że nie zaglądała do nagrania, bo cała trasa jest zarejestrowana, a właśnie tego momentu uderzenia nie ma. Przeszukiwał trzykrotnie i klops.

- To niemożliwe – stwierdzam pewnie.

- Ręce mi się trzęsły, bo szczegółowo odtwarzałem końcówkę trasy i przed samym wypadkiem wszystko się urwało.

Dopiero gdy dojechaliśmy na miejsce, rozpakowaliśmy się i zagospodarowali, Ślubny ponownie zaczął przeszukiwać nagranie. Okazało się, że ten inteligentny sprzęt każdy większy wstrząs automatycznie rejestruje w innym folderze. W folderze pod nazwą „Wydarzenia” i tam to właśnie było. Mogliśmy już wtedy spokojnie prześledzić wszystko jeszcze raz i pokazać naszym znajomym całe zajście.

Złośliwy piszczek

Wychodzimy z dużego marketu.Przy przejściu przez bramkę zapiszczało.Ja ze zdziwieniem patrzę na Ślubnego, a Ślubny na mnie.Natychmiast przy nas jest ochroniarz i wszystkie możliwe oczy klientów patrzą na nas.Cofamy się i przechodzimy pojedynczo.Małżonek czysty, a przy mnie piszczy.Zdenerwowana otwieram torebkę i pokazuję, że tam nic nie ma.Właściwie, to tam było wszystko co kobieta w torebce mieć musi i wcale poukładane toto nie było.Pal sześć, pokazuję.Ochroniarz widzi moje zdenerwowanie i zaskoczenie, decyduje, że mogę przechodzić.Ja , tymczasem, postanawiam udowodnić niewinność.Podaję torebkę małżonkowi i on z nią przechodzi przez bramkę. Nie piszczy.Teraz przechodzę ja.Piszczy.  Ochrona pozwala przejść, ludzie na mnie się patrzą, a ja ,mimo wszystko,postanawiam rozwiązać zagadkę.Na ochotnika godzę się rozbierać, tylko nie wiem czy nie do rosołu.Zdejmuję płaszcz, podaję Ślubnemu, Ślubny przechodzi.Nie piszczy. Przechodzę przez bramkę ja. Piszczy.Zdejmuję bezrękawnik( sweterek), podaję Ślubnemu, który przechodzi przez bramkę.Piszczy.Przechodzę ja .Nie piszczy.Zagadkę rozwiązuje jedna z pań obsługi.Obcina przy moim sweterku , zakupionym rok wcześniej w zupełnie innym sklepie,metkę.Sweterek przestał piszczeć.Publiczność spojrzała na mnie życzliwszym wzrokiem.