Tajemnica snów

Tajemnica  snów

 

Szczerze mówiąc, to dla mnie wszystko jest tajemnicą. To że istnieję, że mówię, słyszę, czuję i miliony innych rzeczy. Najmądrzejsza  myśl filozoficzna to: wiem, że nic nie wiem. Nie znaczy jednak, że nie myślę i nie chciałabym wiele tajemnic poznać.

Tajemnica snów jest wielkim znakiem zapytania dla dużej rzeszy naukowców.

Dla mnie, niektóre moje sny budzą duże zdziwienie. Dosyć często jestem w nich wśród aktorów, polityków, piosenkarzy, artystów, a dwukrotnie sam Papież Jan Paweł II rozmawiał ze mną , niczym najbliższa mi osoba. Prasowałam mu biały sweter i zauważyłam, że tak bardzo biały on nie był. Czułam się winna, ale papież łagodnym głosem uspokoił mnie, stwierdzając, że to nic nie szkodzi. Właśnie w każdym z tych snów czuję się jakbym rozmawiała z kimś bardzo bliskim, przyjacielem, kolegą czy koleżanką. Nie czuję żadnego dystansu. Po obudzeniu się , po jakimś czasie dochodzę do wniosku, że ja żadnej z tych osób nie znam osobiście,a przed chwilą byli mi najbliższymi, życzliwymi postaciami.  Zdarzają  się często sny, w których przewija się ciągle ta sama osoba, a nigdy nie śnią się te, o których często myślę, wspominam, bo od dawna nie ma ich z nami. Nie mniej jednak,  szczególne zastanowienie  wywołały  chyba ze cztery przypadki. Jeden z nich spróbuję dzisiaj opisać.

Urodziłam się i wychowałam w małym miasteczku w górach. Tam też chodziłam do szkoły podstawowej. Twarze niemal wszystkich dzieci ze szkoły były mi dobrze znane, szczególnie te z klas starszych. Po skończeniu szkoły podstawowej dojeżdżałam pociągiem do szkoły średniej i tu otoczenie znacznie się zmieniło. Duża część kontynuowała naukę w zawodówce i nie musiała nigdzie dojeżdżać, zatem praktycznie kontakt z takimi osobami urwał się zupełnie. Mój dom był od centrum znacznie oddalony i bardzo rzadko bywałam w mieście. Później studia i wyjazd z małżonkiem na odległość dwustu kilometrów. Do domu rodzinnego przyjeżdżałam, ale małe dzieci nie pozwalały na częste wypady, a już bardzo rzadko bywałam „na mieście”.                          Pewnego razu przyjechałam do rodziców z dzieciaczkami. W nocy śni mi się chłopak (bardzo brzydki) ze szkoły podstawowej, z którym nigdy nie wymieniłam ani jednego słowa. Po obudzeniu się, aż usiadłam na łóżku, bo uświadomiłam sobie, że nigdy nie przypomniałoby mi się, że kiedyś go znałam. Chyba ostatni raz go widziałam wiele lat wstecz na podwórku szkoły podstawowej i na tym koniec. Tymczasem śni mi się ktoś kogo nigdy później nie spotkałam, nie pamiętałam i nie przypomniałabym sobie o jego istnieniu.                                                                                                            Tego samego dnia z jakiegoś powodu wybrałam się do miasta. Idę chodnikiem i widzę, że na wprost mnie idzie chłopak ze snu. Niewiele się zmienił. Niemal zdębiałam zatrzymując się na moment. On przeszedł obok mnie nie patrząc w moją stronę, no bo znał mnie chyba mniej, niż przeciętnego mieszkańca. Przecież on tam mieszkał, a mnie tam dawno nie było.