Najlepiej być nieswiadomą

Najlepiej być nieświadomą

Moja mama ma 90 lat. Co przyjeżdżam do niej, to widzę, że jest coraz słabsza. Przede wszystkim narzekała zawsze na ból nóg, a poza tym używa codziennie garść leków. Jedno co jej do tej pory nie zawodziło, to umysł. Doskonale wszystko pamiętała, bardzo logicznie myślała i bezbłędnie wyciągała wnioski. Tu jej ząb czasu nie dotykał.

Dwa tygodnie temu, mama przewróciła się. Brat, który codziennie rano ją odwiedza natchniony chyba jakimś przeczuciem, za godzinę postanowił jeszcze raz wpaść do niej. Mama leżała na podłodze. Nie potrafiła już sama się podnieść. Umiała jednak wszystko zrelacjonować bezbłędnie. Pogotowie, szpital, prześwietlenia i diagnoza – silne potłuczenie. Od tego czasu już nie wstaje i nie wstanie. Wygląda okropnie. Traci również świadomość. Chwilami rozmawia normalnie, ale częściej zupełne nie wie co się z nią dzieje. Przywołuje bardzo wiele osób, których już dawno nie ma na tym świecie. Pyta, czy dach jest remontowany, czy truskawki już kwitną. Mówi, że będziemy mieli dużo pracy z obieraniem tych grzybów, które nazbieraliśmy i masa innych nonsensów.

Moja siostra, przerażona, uświadomiła sobie, że mogą to być ostatnie godziny mamy na tym świecie. Znając jej religijność, postanowiła wezwać księdza z ostatnim namaszczeniem. Nie wiem czy świadomość takiej misji duchownego, nie dobija człowieka zupełnie.Mnie by dobiła.

Ksiądz się pojawił. W pierwszej wersji myślała, że to jest jej zięć (mój małżonek), ale brat wyjaśnił, że ksiądz przyszedł ją odwiedzić. Nie wiem jak przebiegało spotkanie, ale wiem, że po odejściu, gdy brat ponownie wyjaśnił, że to był ksiądz stwierdziła, że gdyby wiedziała, inaczej by prowadziła rozmowę. Na zakończenie dodała: „Ale sąsiadki będą mi zazdrościły, że mnie ksiądz odwiedził”